O pacjencie – tym, który znika

W debatach o ochronie zdrowia padają wielkie słowa. Mówi się o systemach, reformach, algorytmach, procedurach, budżetach i limitach. W studiach telewizyjnych i salach konferencyjnych ścierają się argumenty decydentów, polityków, lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów. Każdy ma rację. Każdy ma dane. Każdy ma swoją perspektywę. I właśnie wtedy, paradoksalnie, ginie ktoś najważniejszy – pacjent.


Warto mówić o pacjentach jak najwięcej i przypominać o nich nie dlatego, że to modne albo poprawne politycznie. Warto dlatego, że pacjent jest najsłabszym i jednocześnie najważniejszym ogniwem systemu ochrony zdrowia.


Najsłabszym – bo choroba odbiera siły, jasność myślenia i pewność siebie. Bo strach przed diagnozą, bólem czy śmiercią paraliżuje. Bo zwątpienie sprawia, że człowiek nie potrafi już zadawać pytań, domagać się wyjaśnień, walczyć o swoje prawa. Pacjent w chorobie rzadko jest partnerem w dyskusji. Częściej jest petentem. Albo – co gorsza – numerem w kolejce, przypadkiem klinicznym, pozycją w statystyce.


A jednak to właśnie pacjent jest najważniejszy. Bo cały system istnieje wyłącznie dla niego. Nie dla tabel, nie dla procedur, nie dla sprawozdań. Lekarze leczą, pielęgniarki opiekują się, farmaceuci czuwają nad bezpieczeństwem terapii, a politycy powinni tworzyć ramy, w których to wszystko ma sens. Jeśli w centrum nie stoi pacjent – system traci swoje uzasadnienie.


Problem polega na tym, że pacjent nie ma silnego głosu. Nie pisze ustaw. Nie negocjuje kontraktów. Nie siedzi przy okrągłych stołach, gdy zapadają kluczowe decyzje. Jest obecny dopiero na końcu – wtedy, gdy decyzje zostały już podjęte. I to on ponosi ich konsekwencje: długie kolejki, brak informacji, chaos organizacyjny, poczucie zagubienia.


Dlatego trzeba o pacjentach mówić głośno, często i konsekwentnie. Trzeba ich przywoływać w każdej dyskusji, nawet wtedy – a może zwłaszcza wtedy – gdy psują narrację, komplikują argumenty i zmuszają do niewygodnych pytań. Trzeba przypominać, że za każdą „jednostką chorobową” stoi człowiek z imieniem, lękiem i nadzieją.


Bo miarą dobrego systemu ochrony zdrowia nie jest liczba reform ani piękno strategii. Miara jest prosta i bardziej ludzka: czy pacjent czuje się zauważony, wysłuchany i bezpieczny. Jeśli o nim zapominamy, zapominamy o sensie całej opieki zdrowotnej. A na to nie powinniśmy sobie pozwolić.