
Zawsze powtarzam, jak bardzo ważni są opiekunowie osób ciężko chorych i umierających. To oni stoją w drugim szeregu, bardzo często niewidoczni, a jednak absolutnie niezbędni. Ich wytrwałość, cierpliwość, odporność psychiczna. Ich nerwy, które z dnia na dzień są coraz bardziej napięte. I ich potrzeba chwili tylko dla siebie, takiego zwykłego wytchnienia, oddechu, ciszy, by móc dalej pomagać, wspierać i po prostu być.
Bo przecież opieka to nie tylko leki, wizyty lekarskie i procedury. To także codzienność, która potrafi być bezlitosna w swojej powtarzalności. Dla mnie jednym z wspomnień związanych z opieką nad osobą chorą - po wycięciu części płuc - był kaszel. Zwłaszcza nocą. Ten kaszel nie pozwalał spać nie tylko chorej. Wypełniał cały dom, każdą przerwę między myślami. Nie dało się od niego uciec, nie dało się go „wyłączyć”. I nie koił się syropkiem, bo był związany z gojeniem, ze szwami itd.
To właśnie z takich wydawałoby się drobnych, ale uporczywych rzeczy musimy zdawać sobie sprawę. One potrafią wytrącać z równowagi. Sprawiają, że jesteśmy zmęczeni, rozdrażnieni, niewyspani. Że czasem reagujemy nerwowo, a potem mamy wyrzuty sumienia. I to jest ludzkie. Opiekun też ma prawo do słabości. Do gorszej nocy. Do łez w łazience i chwili ciszy w samochodzie.
Opiekun musi mieć w sobie siłę - to prawda. Ale ta siła nie bierze się z zaprzeczania własnym emocjom. Ona rodzi się z ich uznania. Z dania sobie prawa do odpoczynku, rozmowy, wsparcia. Z przyznania: „to jest trudne”. Bo jest.
Jeśli jesteś opiekunem - pamiętaj, że nie jesteś sam. Twoje zmęczenie nie jest porażką. Twoja potrzeba oddechu nie jest egoizmem. Jest warunkiem tego, byś mógł iść dalej.
Zapraszam do rozszerzonego wydania książki, dostępnego na stronach Amazon. To przestrzeń stworzona właśnie po to, by opiekunowie poczuli się zauważeni, zrozumiani i mniej samotni. Bo o tych, którzy opiekują się innymi, też trzeba się troszczyć.